Jack London fragmenty twórczości
— Farmer będzie mógł orać swoje pole siedząc na ganku — odparował Dick. — Osiągniemy stadium pośrednie między eksploatacją gleby a laboratoryjną produkcją środków żywności. Stadium to eliminuje pracę fizyczną. Zresztą poczekajcie, sami zobaczycie. W ten sposób, panie Gulhuss, zniszczę własną gospodarkę hodowlaną, bo mój pomysł likwiduje konia w każdym dziesięcioakrowym gospodarstwie na całym świecie.
Towarzystwo autami i konno ruszyło w drogę. O milę za mleczarnią znaleźli pole otoczone płotem. Miało ono, jak oświadczył Dick, dokładnie dziesięć akrów powierzchni.
— Proszę — powiedział Dick. — Oto farma, na której pracuje jeden człowiek, bez konia. Gospodarz siedzi na ganku. Proszę sobie ten ganek wyobrazić.
Na środku pola stał stalowy maszt, co najmniej dwudziestu stóp wysokości. U dołu umocowany był stalowymi linami. Od bębna na szczycie masztu biegł do skraju pola kabel, łączący bęben z przekładnią kierownicy małego traktora na benzynę. Koło traktora krzątało się dwóch mechaników. Na znak Dicka zakręcili korbą i motor ruszył. .
— Tu jest ganek — powiedział Dick. — Wyobraźmy sobie, że jesteśmy farmerem przyszłości, który siedzi w cieniu i czyta poranną gazetę, podczas gdy pług sam orze ziemię.
Bęben na szczycie masztu, przez nikogo nie kierowany, zaczął zwijać kabel, i traktor odrzucając skiby zatoczył koło, jakie mu ten kabel pozwolił, a ściślej mówiąc po dośrodkowej linii spiralnej okrążał maszt.
— Ani konia, ani kierowcy, ani oracza — nic, tylko trzeba puścić w ruch maszynę — tryumfował Dick, podczas gdy traktor odrzucał brunatne skiby i opisując coraz to mniejsze koła zmierzał do środka pola. — Orzesz, bronujesz, walcujesz, siejesz, nawozisz, uprawiasz ziemię i zbierasz plony — wszystko siedząc na ganku przed domem. A jeśli farmer będzie mógł dostać prąd z elektrowni, wystarczy, że naciśnie guzik, po czym zagłębi się w lekturze gazety, a jego żona będzie piekła ciasto.
— Teraz, żeby twój pomysł działał w sposób doskonały — pochwalił go Graham — trzeba tylko rozwiązać problem kwadratury koła.
— Tak — zgodził się Gulhuss. — Obecnie, zataczając traktorem koła na kwadratowym polu, traci się część ziemi ornej.
Mina Grahama świadczyła, że dokonuje w myśli jakichś obliczeń. Po chwili oznajmił:
— Traci się okrągło trzy akry na dziesięć.
— Oczywiście — przyznał Dick. — Ale przecież gdzieś na tych dziesięciu akrach musi się zmieścić ów ganek farmera. Mam na myśli dom, stodołę, kurnik i inne zabudowania. Doskonale. Niechże zerwie z tradycją i zamiast wznosić budynki na środku pola, zbuduje na skraju swych gruntów, na tych właśnie trzech akrach. Może tam posadzić drzewa i krzewy owocowe. Zwyczaj budowania w środku prostokątnego pola zmusza do orania poletek o nieregularnych kształtach.
Gulhuss całkowicie zgodził się z Dickiem.
— To jasne — powiedział. — Trzeba jeszcze doliczyć dróżkę ze środka pola do drogi publicznej. Zmniejsza to wydajność orki. Jeśli się dzieli dziesięć akrów na małe prostokąty, koszty uprawy znacznie wzrastają.
— Przydałoby się w podobny sposób zautomatyzować żeglugę morską — dodał kapitan Lester.
— I malowanie portretów — roześmiała się Rita Wainwright rzucając wymowne spojrzenie panu Deaconowi.
— Albo krytykę muzyczną — zauważyła Lute nie patrząc na nikogo, lecz wyraźnie pijąc do jednej osoby.
Toteż O'Hay natychmiast się odciął.
— Albo panieńskie wdzięki — powiedział.
— Ile kosztuje taka instalacja? — zapytał Jeremy Braxton.
— W tej chwili pięćset dolarów, i opłaca się. Gdyby mój pomysł znalazł powszechne zastosowanie i gdyby posłużono się nowoczesnymi metodami fabrycznej produkcji na wielką skalę, koszt wyniósłby trzysta dolarów. Ale niech będzie pięćset. Jeśli przyjąć, że dziesięć od sta wyniesie oprocentowanie kapitału i amortyzacja, urządzenie będzie kosztowało siedemdziesiąt dolarów rocznie. Któryż farmer na dziesięciu akrach ziemi wartej dwieście dolarów, jeśli gospodaruje z ołówkiem w ręku, podejmie się utrzymać konia za siedemdziesiąt dolarów rocznie? A poza tym traktor oszczędzi mu pracy, własnej lub najemnej, licząc najnędzniejsze stawki, za dwieście dolarów na rok.
— Ale co kieruje traktorem? — spytała Rita.
— Bęben na maszcie. Opatrzony jest w skalę odpowiadającą promieniom kół zataczanych przez traktor. Zapewniam cię, że wymagało to skomplikowanych obliczeń. Kabel obracając się na bębnie ciągnie traktor po zmniejszającym się obwodzie ku środkowi pola.
— Powszechne zastosowanie tego wynalazku budzi mnóstwo zastrzeżeń, nawet wśród drobnych farmerów — powiedział Gulhuss.
Dick skinął głową.
— Oczywiście. Zanotowałem czterdzieści zastrzeżeń i podzieliłem je na grupy. Sam mechanizm budzi nie mniej wątpliwości. Jeśli mój pomysł chwyci, trzeba będzie jeszcze dłuższego czasu na ulepszenie mechanizmu, a potem na wprowadzenie go do powszechnego użytku.
Graham obserwując traktor raz po raz spoglądał na Paulę, której widok na koniu nie dawał mu spokoju; Po raz pierwszy dosiadła Łani, przyuczonej pod wierzch przez Hennessy'ego. Graham dyskretnym uśmiechem wyraził uznanie dla kobiecej intuicji Pauli. Czy zaprojektowała nowy strój z myślą o tej klaczy, czy po prostu dobrała ze swej garderoby najbardziej odpowiedni komplet — odniosła wielki sukces.
Dzień był gorący, Paula więc, zamiast zwykłego kostiumu do jazdy konnej, włożyła brązową lnianą bluzkę z białym wykładanym kołnierzem. Kusa spódniczka sięgała kolan, obcisłe rajtuzy okrywały łydki, krótkie buty z ostrogami dopełniały stroju. Spódniczka i rajtuzy uszyte były ze złocistego jedwabnego welwetu. Miękkie białe rękawiczki dobrała do koloru kołnierza bluzki. Paula nie miała czapki na głowie, a włosy upięła w szeroki węzeł na karku.
— Nie rozumiem, jak może pani zachować piękną białą cerę wystawiając się tak na słońce. — Graham ośmielił się zwrócić uwagę Pauli.
— Unikam słońca — odparła ukazując olśniewająco białe zęby. — Tylko parę razy w roku wystawiam twarz na słońce. Chciałabym bardzo, żeby wyzłociło mi włosy, ale boję się opalić na brąz.
Klacz zatańczyła i lekki podmuch wiatru uniósł spódniczkę Pauli odkrywając krągłe kolano w obcisłych spodniach. Patrząc na kolano Pauli, przyciśnięte do nowego angielskiego siodła z żółtej świńskiej skóry, Graham przypomniał sobie, jak to samo krągłe, białe kolano przyciskało się do muskularnego boku Górala tonącego w basenie.
Kiedy magneto traktora przestało działać i mechanicy zabrali się do niego na środku pola, Dick został z nimi, a całe towarzystwo z Paulą na czele postanowiło w drodze do basenu zwiedzić ośrodek hodowlany. Pan Crellin, hodowca nierogacizny, pokazał im Lady Isleton, która wraz z jedenaściorgiem swego wspaniałego spaśnego potomstwa zebrała mnóstwo gorących pochwał. Pan Crellin co